Kasztel News

Bitwa w Kasztelu

Jakiś czas temu w Kasztelu zaszły pewne nieuchwytne gołym okiem zmiany. Niby nic poważnego, ale jednak atmosfera stała się trochę bardziej napięta. A wszystko przez rycerza Okruszka, który nagle – jak powiedział rycerz Kubuś – „poczuł miętę” do pełnienia regularnej i całodobowej służby wartowniczej przy wierzejach Kasztelu.
– Ważna to rzecz i nie do wykonania przez byle młokosów – powiedział Okruszek hrabiance Didi, gdy ta zagadnęła go w tej sprawie. – Może się jakiś Psmok czasami zakraść, albo ZłoDziej (nie taki od podkradania tylko przeciwieństwo dobrodzieja)…
Po czym, dobył miecza swego i tup, tup, tup zaczął przemierzać niewielką przestrzeń przy głównych wierzejach Kasztelu.
Kilka dni później w stanie rycerskim zakochał się Marsik. A to za sprawką dwóch ośniedziałych w boju panów, rycerzy: Dwukropka i Grubcia, którzy hen na kresach południowych Lechistanu wiele bitew stoczyli. Po zjechaniu do Kasztelu rycerze ci dwaj zawsze w porze wieczornej, podczas kolacjum, opowiadali o potyczkach swych, o poskromieniach smoków i wielu innych czynach bohatersko-rycerskich.
Marsik, który bardzo pragnął zostać także rycerzem, postanowił sobie we wszystkim naśladować imć Okruszka, ostoję całego rycerstwa w Kasztelu. Tak tedy przypasał sobie drewniany miecz, zrobił sobie metalową misiurkę z puszki i chadzał krok w krok za rycerzem Okruszkiem próbując naśladować jego chód, kicanie, prężenie się, maskowanie ogonkiem, a nawet sposób mowy. Nie muszę chyba przypominać, że powtarzał również słowo w słowo wszystkie kwestie Okruszka; doszedł w tym do takiej wprawy, że zanim Okruszek skończył mówić Marsik już początek powtarzał i zdawało się, że to echo jakoweś słowa Okruszka powtarza.
– OOO! – zabrzmiało głośno spod wierzei.
– OOO! – powtórzyło Marsikowe echo.
Istotnie zza wierzei jakiś nietypowy dźwięk się dobywał, ni to gruchotanie ni to rzężenie, a spod bramy smród jakowyś, mocno przypominający zapachy wydawane przez kolasę Kasztelana, się dobywał… cdn.

.js">